wtorek, 30 października 2012

Co pod wodą czycha...

z życia Twilight

Zaczęłam poznawać watahę. Bardzo wszystkich polubiłam. Po kilku dniach przyszła Armena. Dowiedziałam się że jest alfą. Bardzo ją polubiłam.

Poszłyśmy nad jezioro większe. Tylko ja i Armena. Weszłam do wody. Coś mnie wciągało na dno. Co się stało później nie pamiętam...
Obudziłam się na brzegu. Koło mnie siedziała Armena.
- Wszystko ok? Leżysz tu już godzinę. - powiedziała wilczyca.
- Chyba tak - odpowiedziałam.
Byłam cała mokra. Po chwili wstałam. Poszłyśmy do jaskini. Błyskawicznie zasnęłam. W śnie zobaczyłam co się wydarzyło:

Gdy weszłam do wody coś mnie chwyciło za łapę. To był wilk. Zaciągnął mnie na dno, zranił i puścił.

Obudziłam się. Było już późno. Pewnie koło południa. Koło mnie siedziała wilczyca. To była Kirian. Patrzyła na mnie zamyślona...
- Dziwne...
- Co jest takie dziwne? - zapytałam zaciekawiona.
- Nad wszystkimi widzę fioletowe gwiazdy, a nad tobą są błękitne, mniej więcej w kolorze twoich oczu.
Później już nic nie mówiłam. Zauważyłam że mam ranę na łapie. Kirian mi ją opatrzyła...

CDN

poniedziałek, 29 października 2012

Na " wilkimpie"

Armena
 Stałam wpatrzona w oddaloną o kilka metrów matkę z córką. Nie byłabym do niedawna pewna... ale pasowało to do Stampede. Dowiedziałam się tego czego chciałam... Tak. Moja matka w obronie własnej pod wpływem poważnej choroby zabiła Szite, nad którą zlitowała się sama Piasse. Ustanowiła prawie świętą potomkinię niegdyś wspaniałomyślnej alfy watahy Gold Sun, na władczynię wilków powietrza, na ich opiekunkę. Olśniło mnie że może mnie połączyć z boginką dusz. Mogła mi pomóc skontaktować się z matką. Podeszłam do nich nieśmiało.
- Stampede... Szito... Przepraszam za moją matkę... Była... To nie moja wina. Nie chcę być wrogiem.- odważyłam się podjąć pierwszy krok. Spojrzały na mnie.
- Armeno. Umarłaś z woli Liaris, za pośrednictwem Piasse. Właśnie po to by przestać być oślepiona.- mówiła boginka wiatru prześwietlającym głosem. Zadrżałam.- Byłaś ślepa. Zycie nie jest wspaniałe i doskonałe. Zapamiętaj. Zginęłaś po tym jak Stampede cię zraniła. Hiress podjęła taką decyzje. Ożyjesz jeśli zdobędziesz więź z kimś z watahy mojej matki...- po słowach tych podniosła się i patrzy wszy smutnymi oczami na alfę odleciała do słupu światła. Porwało mnie za nią. Zobaczyłam Kirian. Leżała obok mojego ciała, a obok stała Piasse. Myślałam juz że mi ją zabierze. Ona tylko ją obudziła. Obie zaprowadziły mnie przed oblicze NAJWYŻSZEJ Boginki Liaris. Mojej opiekunki! Kilku ogonowej wilczycy.
- Armena...- uśmiechnęła się na mój widok. Dookoła zgromadzili się opiekunowie. Podeszła do nas Mylysty, boginka miłości. Odchrząknęła.
- A tak! Kochanie...- powiedziała boginka Księżyca.- Miłośc wisi w powietrzu. Pokój musi kiedyś zapanować na świecie. Wiem że to trudne, ale... ty musisz mu pomóc.
- Nie!- za protestowałam. Obie boginki gwałtownie odkręciły się w moją stronę.- Przepraszam. Tak nie może być. Zabraniacie mi żyć ze względu na... Na co właściwie?- Spojrzały po sobie. Schowałam zapłakaną, przeźroczysta twarz za ogonami.
- Po to byś naprawiła świat! To ogromny zaszczyt!- krzyknęła Night wychylając się z tłumu. Liaris spojrzała gdzieś w dal. Zerknęłam na nią.
- Spokój wszyscy.- powiedziała.- Ona ma rację. Zabrałyśmy jej prywatne życie...- jęknęłam. Nie o to mi chodziło. Niestety nie zdążyłam już nic powiedzieć... Powoli zaczęłam znikać. Budziłam się.
 Nie spodziewanie poczułam uszczypnięcie. Jakaś mała ryba pomyliła moje całe w mule i piachu ucho. Podniosłam się. O dziwo nic mnie już nie bolało. To zasługa boginek. Wypłynęłam na powierzchnię. Cieszyłam się blaskiem lazuru wody. Czarowałam unosząc najwspanialsze krople. Łączyłam doskonałe z doskonałym tworząc jeszcze doskonalsze! Było wspaniale do czasu gdy przypomniałam sobie o watasze Saturn Wolf. Co z Kirian, Lenitą, Kamerią, Rocki... Może ktoś doszedł... Czy Ewellu ich uczy? Nareszcie mogłam do nich wrócić!!
HURA!

piątek, 26 października 2012

Słup światła i niespodzianka

Armena
 Bezszelestnie przelatywałam przez ostre kolce różanego lasu. Udałam się tam za alfą watahy Saturn Wolf. Chciałam znaleźć stosowniejszy moment na rozmowę. Night nie odstępowała mnie na krok. Wprawdzie zrobiła sie niewidzialna i chyba nie spodziewała się tego że się domyśliłam. Stampede zatrzymała się na niewielkiej otoczonej cierniami polance. Położyła się i zaczęła rozmyślać. Podleciałam bliżej, od tyłu słabo ją widziałam. Nagle jednak zabłysło coś w oddali. Gwałtownie odkręciłam się. Było to coś niewyobrażalnego. Nagłe światło rozbłysło i oślepiło mnie, a zarazem i samą Night. Słup światła wychodził z błękitnego nieba.  Wydawało się jakby... magia zstępywała na ziemię. W rzeczywistości było to coś innego... Fanta styczne nieprawdo podobne i takie niecodzienne. Prawie pochłonęło mnie w całości. Night pobiegła w tamtym kierunku. Przypomniałam sobie o Stampede. Wciąż siedziała na swoim miejscu. Nie ruszał ją blask. Podleciałam bliżej i bez strachu powiedziałam:
- Dlaczego tutaj leżysz. Normalny wilk wgapiał by się w to zjawisko, a ty...- zaczęłam. Wilczyca nawet na mnie nie zerknęła. Najwyraźniej nie poznała po głosie.
- Widzę to coraz częściej. Po wciągnięciu kilku wilków słup światła znika... choć myślisz że bezpowrotnie, to jednak wraca... Zawsze czekasz aż zabije ciebie.- westchnęła z wyraźną niechęcią. Przypomniałam sobie o tym jak to jest Żyć... Otrząsnęłam się gwałtownie.
- Naprawdę? Stampede...- szepnęłam.- boginki powiedziały że musimy porozmawiać...- nie spodziewanie rzuciła się na mnie. Przewróciłam oczami. Przeleciała przeze mnie i wleciała w ciernie. Rozległ sie cichy skowyt.
- Armena!- warknęła.- Przecież nie żyjesz! Będziesz mnie nachodzić pośmiertnie?
- Nie. Night, powiedziała że Die jej matka przekazała jej wiadomość od wyższych opiekunów, że powinnam porozmawiać z tobą o bogince wiatru...
- Nic mnie to nie obchodzi!- wierzgała się rozwalając kępy dzikich róż, raniąc korę drzew.
- Proszę! Ja wiem ze od samego początku nie lubiłyśmy sie za bardzo... ale... To się powinno zmienić! Nie chcę być wrogiem! Błagam! Nie doprowadź do wojny!
- Ha! Za późno!- wykrzyknęła mi w twarz.- Hira zaatakuje waszą dolinę z najsilniejszymi! Zginie cała wataha Saturn Wolf! Byłaś żałosna!
- Co?- wyszeptałam. Wojna? Nie! Mamy smoka, magów a i jestem pewna że opiekunowie nam pomogą! Musimy przeżyć!
- Tak więc co masz do tej ,,boginki" wiatru?
- Myślałam ze to ty będziesz wiedzieć... ale ...- urwałam gdyż nagłym zabójczy powiew wiatru powalił nas obie na ziemię. Gdybym żyła już bym umarła. Stampede zawyła z bólu. Koło nas pojawiła się lśniąca biała wilczyca.
- Wybaczcie. Nie oczekiwałam pokłonów.- powiedziała mętnym, smutnym głosem. Podniosłam się. Chciałam pomóc alfie, ale nie mogłam przecież. Stanęła sama.
- Kim jesteś?!- warknęła swoim zwyczajem.
- Proszę o spokój. Jestem boginką wiatru. Szukam nie jakiej Stampede...- od powiedziała.
- Ja nią jestem!
- Nazywam się Szita...- wbiłam swój zdziwiony wzrok jej posturę. Ona? Córką zabójczyni?

CDN

czwartek, 25 października 2012

Od Lenity

Pewnego dnia jak zwykle zjadłam śniadanie i zaczęłam szukać kogoś z kim mogłabym ćwiczyć.Na moje nie szczęście spotkałam Kirian.Ostatnio zaczęła się rządzić, zmieniłam o niej zdanie.
-Hej, może razem poćwiczymy?-próbowała być miła.
-Hej, no dobrze, chodźmy.-odparłam, ale miałam Nadzieję, że oto nie zapyta. Gdy poszłyśmy na polanę zobaczyłam resztę watahy, czyli Rocki i Kamerię.
-Co to jakieś zebranie?-zapytałam żartem.
-Tak, miałam proroczy sen i Wataha Gold Sun wy powiedziała nam wojnę, musimy ćwiczyć.-powiedziała z powagą Rocki.
-Skoro mamy ćwiczyć to gdzie jest nasz mistrz?-zapytałam.
-Zobacz już leci.-powiedziała Kirian. Zobaczyłam wielki cień, który przysłonił słońce.Wszystkie wilczyce ukłoniły się.
-Witaj Mistrzu-powiedziałyśmy jednocześnie.
-Witajcie, jak wiecie Wataha Gold Sun wy powiedziała nam wojnę.Ja nie mam prawa w niej brać udziału, ale mogę was przygotować.
Smok zaczął od podstaw. Zrobił na środku duże ognisko. Powiedział, że każda ma włożyć łapy do ognia. Wszystkie to zrobiły.Dało się słyszeć krzyki jak ał, czy oj.
-Dobrze, weźcie na łapy trochę ognie, jak wody z jeziora.-Zrobiłyśmy co kazał.
-Teraz spróbujcie uformować z ognia kulę.-każda próbowała, ale tylko Rocki się to udało. Potem mistrz nas opuścił i powiedział, że mamy ćwiczyć formowanie kuli.Możemy pójść dalej dopiero wtedy, gdy wszystkie wilczyce to opanują.Ćwiczyłyśmy formowanie kuli do wieczora. Potem poszłyśmy spać.Następnego dnia zaproponowałam przyjaciółką, żebyśmy poszukały innych wilków do watahy.
-Wiadomo,że w czwórkę nie damy rady, musimy poszukać pomocy.

Bez alfy

Kirian
   Przez kilka ostatnich dni mojej siostry nie było w dolinie. Czułam się niezwykle odpowiedzialna za watahę. Wilczycom chyba się to nie podobało. Sama przed sobą przyznałam się że trochę zaczęłam się rządzić. Armena była alfą. Dlaczego nie mogła mianować mnie betą? Słonecznego dnia postanowiłam wyjść z jaskini i poszperać w liściach. W tak mroźną jesień naprawdę nie było nic innego do roboty. Przy najmniej nie w dolinie. Nagle po drodze natknęłam się na mojego nauczyciela.
- Kirian? Gdzie idziesz?- poczułam ciepły powiew powietrza na karku.
- Mistrzu ja... chciałam zrobić sobie wolne..- wyjąkałam. Nie była to najwspanialsza odpowiedź. Przez ostatnie kilka dni zdążyłam naprawdę niewiele się nauczyć. Ewellu spochmurniał.
- Znowu? Nie idzie to na twoją korzyść.- powiedział pod nosem.
- Wiem, ale... Prawie opanowałam już moją moc.- jęknęłam.
- Prawie robi tutaj wielką różnicę. Mam zamiar zacząć uczyć ognia kilka innych wilczyc. Nie mogę nagle zmieniać swoich planów przez ciebie. Kirian zachowujesz się bardzo nieodpowiedzialnie.- wzbudził we mnie poczucie winy.
- Przepraszam mistrzu.- powiedziałam cicho i poszłam za nim na polanę. Zajęcia zajęły mi dużo wolnego czasu. Zanim się obejrzałam było już ciemno. Smok tylko odezwał sie słowami na temat końca, a już pognałam w stronę wyjścia z doliny. Nie interesowało go to już. Był zmęczony. Zaczęłam martwić się o siostrę. Co mogło jej się stać. Wybiegłam na obcy teren. Wskoczyłam do jeziora. Woda była dziwnie ciepła. Zatrzymałam się.
- Ach....- rozłożyłam łapy.- jak cudownie.- Nagle jednak mój wisiorek dosłownie zwariował. Zaczął bez ostrzeżenia ciągnąć mnie w dół jeziora. Brakło mi tchu. Na dnie leżał jakiś niebieski wilk. Oczom nie wierzyłam!
- Arr..gh.. bul... me...bull... na....- wydyszałam ostatkami powietrza. Podpłynęłam do niej. Najdroższa siostrzyczka była nieprzytomna. Bałam sie że umarła. Wyciągnęłam jej ciało na brzeg.
- Niee!!!!!!!!!!!- Popłakałam się. Krzyczałam wniebogłosy.- Tak się nie mogło stać!! To nie możliwe!! Czy gdyby nie ta dzisiejsza lekcja żyła byś!? Prosze!! Nie rób nam tego!!! Die przeklęta!! Piasse!! Dajcie jej życie!- płakałam do białego rana, a nasze naszyjniki były złączone i lśniły krwistym blaskiem. Padłam obok niej z wyczerpania. Nie wiem co się wtedy zdarzyło, ale obudziłam się popołudniu. Przed oczami zobaczyłam błękitną karteczkę. Podniosłam ją i przeczytałam:
,, Kirian. Nie obawiaj się śmierci bo dobada nas wszystkich. To nie jest koniec życia Armeny. Ona jest w lesie jako duch. Nie mogła ci nic powiedzieć. Zabroniłam jej wkraczać do doliny. Ma ważne zadanie do wykonania. Pozwól jej je wypełnić.
Piasse."
Zapłakałam i wróciłam do watahy. Może boginka dusz ma rację?

środa, 24 października 2012

WAZNE!!!!

JEŚLI NALEŻYSZ DO WATAHY SATURN WOLF PRZYGOTUJ SIĘ!!!!!!!!!!!
CZEKA NAS WALKA! WATAHA GOLD SUN WY POWIEDZIAŁA NAM WOJNĘ!
BÓL... CIERPIENIE... ŚMIERĆ... NIENAWIŚĆ... ZAKAZANA MIŁOŚĆ... POMOC...

STAŃ PO NASZEJ STRONIE! NAPISZ OPOWIADANIE NA TEMAT TEGO JAK ZNALAZŁAŚ/EŚ POMOC, JAK UCZYŁAŚ/EŚ SIĘ WALCZYĆ... PO PROSTU NAPISZ OPOWIADANIE! JAKIEKOLWIEK! TYLKO PAMIĘTAJ O TEJ WALCE! CZEKA NAS WSZYSTKICH!!!!


NIE ZAWIEDŹ MNIE!
ARMENA

wtorek, 23 października 2012

Poza życiem... w miłości

Armena
Nie mogłam pogodzić się zmyślą własnej śmierci. Moje ciało leżało schowane pod wodą. Chciałam by nikt się nie dowiedział, ale mojego braku nie mogłam tak długo ukrywać... Stałam się duchem, nie widzialnym dla zwyczajnych wilków. Wyglądałam niezmiernie dziwnie. Gdy zbliżałam się do drzew czy kamieni, bez problemu mogłam przez nie przejść. Trawa nie dawała mi już przyjemnego uczucia... Wciąż było mi zimno. Czułam jak wiatr przewiewa mnie od środka. Nie mogłam zbliżyć się do naszej doliny. Nie wiem dlaczego. Gdy próbowałam odrzucało mnie gwałtownie. Postanowiłam więc śledzić morderczynię i jej syna. Był uważany za wyrzutka rasy w watasze. Wszyscy kpili z niego i obgadywali go za plecami, a przecież w przyszłości miał stać się samcem Alfa! Ironiczne zachowanie ich wszystkich przyprawiało mnie o mdłości, szczególnie te uśmiechy Hiry. Gdyby nie ona... to przecież żyłabym w spokoju. Soari często wychodził poza tereny watahy. Poleciałam za nim. Latanie... było jedynym plusem śmierci. Zatrzymał się na polanie. Chciałam się do niego zbliżyć, ale drogę za torowała mi Night. Była czarna, prawie przezroczysta i mroczna.
- Nie możesz.- szepnęła równie mrocznym głosem co ona sama. Spojrzałam na wilka w oddali.
- Dlaczego?- zapytałam. Rozczarowała mnie ta wiadomość.
- Moja matka Die, pozostawiła cię przy życiu tylko dlatego że jesteś powodem śmierci jednego z bogów.
- Przy życiu!?- nie mogłam dłużej szeptać. Soari gwałtownie się odkręcił. Boginka rozpłynęła się w powietrzu. Zostałam tylko ja. Nie mógł mnie zobaczyć. Podszedł, ale przecież byłam duchem on nie mógł!...
- Wierra tak? Czy może raczej Armena?- zapytał. Ale jak?! Przecież...
- Widzisz mnie?- zapytałam lekkim, zwiewnym głosem. Skinął głową powoli, jakby wyczuwał podstęp.
- Tak... Jak każdego wilka... Dlaczego tak cię to dziwi?- Spojrzałam na siebie. Byłam duchem cały czas. Jak to się stało że nagle nie odróżniał żywych od umarłych?
- Soari... Niczego sobie nie przypominasz? Niczego nie wiesz?- próbowałam odświeżyć mu pamięć tak by nie mówić w prost. Spojrzał głupawo. Nic nie zrozumiał!
- Ja... ja... twoja matka... zabiła mnie... Soari... ja jestem duchem...
- Nie! To nie prawda!
- Ty masz dar... Widzisz zmarłych.- uronił kilka łez. Przez niego i ja się popłakałam. Nie wytrzymał i pocałował mnie. Niestety nic nie poczułam...
- czuję tylko zwilżone powietrze...- zapłakał. Byłam już niczym...
- Soari... Powiedz swojej matce, że jej córka jest... ona żyje. Powiedz jej to. Niech pomyśli co zrobiła...- zapłakałam. Nie odezwał się. Znów mnie pocałował. Skutek był taki sam.
- Nie! NIe!- krzyczał.
- To nic nie da...
- Zabiję ją!!! O boginko Die! Zabij moją matkę!!!- był bliski rozpaczy. Spojrzałam na niego błagalnie.
- Nie rób tego... Poczuj że jest ci potrzebna... kochaj ją... wilki tak szybko odchodzą..- przypomniał mi się dzień śmierci rodziców. Zebrała się mgła... Podniósł się.
- Pomszczę twoją śmierć! Armena! Kochałem cię... gdy żyłaś.- poczułam nagły ucisk w żołądku. Kochał a ja zwątpiłam!
- Nie! Soari... Die zabierze cię wtedy ze sobą... Nie będziemy mogli być razem po śmierci...- nic nie od powiedział. Pobiegł w zakazaną mi stronę lasu. Nie mogłam go dogonić. Moim oczom ukazała się na powrót Night.
- Nic nie zrobisz Armeno. Zycie to dar. Ten kto ci go dał może go odebrać, ale może to zrobić też ktoś inny...- mówiła patrząc w tę stronę co ja.
- Skąd wiesz jak to jest....? Nigdy nie umarłaś... wątpię tez żebyś kogoś kochała. - boginka spojrzała na mnie złowrogo.
- Jestem ważna dla wilków. Nie mam na to czasu...- odwróciłam się w geście smutku. Zaczęłam powoli odchodzić. Night stała zapatrzona w niebo. Na własne oczy zobaczyłam jak przywołuje księżyc i zapada ciemność. Była to rzecz nie do opisania. Nic to jednak nie zmieniło.
- Poczekaj. Die powiedziała mi że musisz skontaktować się z Stampede. Sprawa pilna... chodzi o boginkę powietrza...- zaniemówiłam. Mam o tym rozmawiać z wrogiem?
- ja jako duch.

CDN.