niedziela, 22 lutego 2015

Zatrzymam cię

Ango
 Pierwsza lepsza wilczyca, Silverhart, tak po prostu ignorowała moje zdanie i ogólne prawo watahy dawno temu ustalone przez pierwszą parę alfa. Prychnąłem niezadowolony, strzepując z pyska kilka kropel wody. Kątem oka widziałem jej sylwetkę. Była już w drodze do wyjścia z doliny, a na dodatek tak bezczelnie mnie zbyła.
 Wzbiłem się niespodziewanie w powietrze, niespecjalnie rozchlapując naokoło miliony małych kropel wody, które wzniosły się nawet na parę metrów. Odbiłem w kierunku samicy i bez żadnego uprzedzenia przygniotłem ją od tyłu do ziemi. Przytrzymałem.
-Powiedziałem, że bez specjalnej zgody alfy nigdzie się nie ruszysz.- warknąłem mrużąc oczy, którymi wpatrywałem się w nią ze złością.
-A wiesz dokąd zmierzam i przepraszam ,czy ty jesteś alfa?- zapytała z równie gniewnym wzrokiem. Ja jednak nie poluzowałem uścisku łap, jedynie warknąłem ostrzegawczo. Czasem zachowanie tak zadumanych w sobie i próżnych wilków... było nie do zniesienia. Naprawdę, wygnałbym ją za takie nieprzestrzeganie zasad...
-To zarządzenie alfy.- warknąłem nie zbyt głośno, a jednak na tyle mocno, aby mogła się tego przestraszyć. Nie spodziewałem się tej reakcji po tak obojętnym na watahę wilku... a jednak.- Nikt nie złamie go pod moim okiem, słyszysz?- dodałem, odwracając wzrok. Spojrzałem w stronę ujścia z doliny, jedno drzewo, bardzo młode i giętkie, powiewało tam na wietrze.
-Twierdzisz, że rozporządzenie alfy to stanie w miejscu jak słup soli?-zapytała ironicznie, co tylko spotęgowało mój gniew.- Nie wiesz dokąd zmierzam, a już z góry planujesz że łamie zasady...- dodała. Wyraźnie słyszałem gdy mówiła, że idzie na polowanie. Na terenie doliny nie ma zwierzyny łownej, więc to co insynuowała, było jedynie brednią i kłamstwem.
-Obrażasz rozkazy alfy.- stwierdziłem tylko, usiłując się jednak opanować.- Nigdzie nie pójdziesz.- syknąłem też ostro, wyraźnie dając jej do zrozumienia, że puki nie zmieni zdania, nie puszczę jej.
-Ależ proszę...-spasowała dość obojętnie i najwyraźniej niechętnie.- Będę tu z tobą siedzieć. Nic nie robić. Zejdziesz ze mnie wreszcie?- dodała, a ja lekko jedynie poluzowałem uścisk. Nie byłem ufny, nie wobec takiego pogwałcenia zasad.
-Już masz ze mną na pieńku.- stwierdziłem na koniec, po czym naprawdę wstałem, wyprostowałem skrzydła i złożyłem je znów. Czułem się orzeźwiony i wypoczęty po polowaniu. Mruknąłem do siebie z zadowoleniem, przeciągnąłem się jeszcze i znów zmroziłem jej sylwetkę wzrokiem.
 Ale ona już nie nadużywała ciętego języka. Prychnęła tylko, zapewne wielce niezadowolona z mojego zwycięstwa, po czym ułożyła się nieopodal jeziora. Wyglądała na zrezygnowaną i jednocześnie jakby... zirytowaną. Ja jednak napawałem się tylko swoim triumfem, nie dając jej tego po sobie poznać. Wzbiłem się znów w powietrze, wylądowałem na grubej gałęzi jakiegoś drzewa, całkiem niedaleko by mieć ją na oku, po czym mój łeb wylądował na łapach. To był naprawdę leniwy dzień... i nic nie potrafiłem na to poradzić.

sobota, 17 stycznia 2015

Spotkanie nad jeziorem

Silverhart
Przesiadywałam w grocie wysłuchując starej jak świat opowieści Kirian. Nie powiem , że ta hisotria nie była ciekawa. Nagle w grocie pojawiła się słynna Alfa. Miała jakieś zadanie dla jednego z wilków. Oboje opuścili to magiczne miejsce. Siedziałam tam jeszcze przez jakiś czas. W pewnym momencie zbrzydło mi przebywanie w niewielkij przestrzeni , więc widząc iż opowiadająca jest zbyt przejęta , by zauważyć moją nieobecność, po cichu wyszłam z groty. Postanowiłam pójść nad jezioro. Relaks przy krystalicznie czystej wodzie wyjdzie mi na dobre. Leżałam nie przejmując się resztą świata , gdy nagle zobaczyłam wilka lecącego w moją stronę. Był to nie kto inny jak Ango-dowódca łowców. Spojrzałam nie niego kątem oka , po czym spytałam:
- Co cię tu sprowadza?
Ango wylądował z gracją przy strumieniu, napił się wody a potem rozproszony spojrzał na mnie zimno .
-Wracam na teren watahy mojego ojca i mojej matki z łowów. Zachowałbym dla siebie pytania typu "co cię tu sprowadza."- powiedział i odwrócił ode mnie wzrok.
-Eh...No tak, dumny , chłodny Ango. Dałbyś czasem z tym spokój ... Bez nerwów , tak tylko pytałam.
Warknął i podniósł łeb do góry, patrząc na na mnie z wysoka, pełnym grozy spojrzeniem.
-Gdybym był alfą, już by cię rozszarpywały sępy.
Miał mnie przestraszyć? Gdyby znał choś trochę moją przeszłość, wiedziałby ,że nie tak łatwo mnie przerazić. Odpowiedziałam mu:
-Całe szczęście tak nie jest.
Wszedł powoli co wody, rozpostarł skrzydła i w milczeniu zaczął się ochładzać. 
Ocho..."Samiec Alfa" już ma focha...
Przewróciłam oczami-No już nie obrażaj się. Przepraszam.-Powiedziałam niechętnie.
-Mnie?- prychnął i znów napił sie wody.
Czasami jak tak słucham jego dumnych wypowiedzi zastanawiam się czy zamiast wilkiem nie powinien zostać pawiem na przykład, albo takim kotem... Ech...Nie ważne...Wziełam głeboki wdech i wydech:
-Ciężko się z tobą dogadać...
-Nikt ci nie każe ani cię nie prosi żebyś się ze mną dogadywała.- powiedział już spokojniej, wciąż na mnie nie patrząc.
Trzymajcie mnie bo zaraz oszaleję z tym wilkiem..Kolejna wymijająca odpowiedź i nawet "nie raczy" spojrzeć w moją stronę. Chorobny łowca... Nie miałam ochoty się z nim drażnić , więc tylko odparłam:
-Już już. Łapię ... Dam ci spokój. ..-położyłam się do góry brzuchem.
Basior wciąż łapczywie pił wodę nie zwracając na mnie uwagi.Cóż ... Nie spodziewałam się innej reakcji. Stwierdziłam, iż obecnie nie mam szans na relaks , więc postanowiłam chociaż zrobić coś użytecznego. Ponieważ moja praca jest , jaka jest postanowiłam się nie zwierzać pierwszemu lepszemu wilkowi, zwłaszcza , kiedy to taki Ango...Podniosłam się otrzepalam :
 -Idę na polowanie.
-Z tego co wiem łowcą nie jesteś, a więc nie wolno ci opuścić doliny, udając się na polowanie.- podniósł łeb do góry, wciąż nie patrząc na mnie, tylko przed siebie.
 Kolejne jego wielkie mądrości... Poszłam przed siebie i tylko rzuciłam:
-Za to jestem szpiegiem i mam pewną sprawę do załatwienia...



Uwaga Wilk Leci!

Kano
Szedłem przez las. Szukałem Niebieskiego Drzewa. Hmmm...mam znaleźć jedno drzewo w lesie...To jak szukanie igły w stogu siana...no ale skoro alfa kazała to trzeba zrobić...Dla mnie bezsensu są te prawa że jeden jest przywódcą. Każdy powinien być na równi z każdym. No ale co mi do tego? Jestem tylko basiorem jak to alfa powiedziała...Dobra mniejsza muszę szukać drzewa. Jak je mogę znaleźć? Podobno woła czasami wilki po imieniu i migocze...Rozglądałem się w około. Nagle usłyszałem czyjś głos...
-Kano...
-Ja?-spytałem. Hmm czy to drzewo. Zacząłem iść w stronę usłyszanego głosu.
Szedłem wolno. Nie chciało mi się śpieszyć. Idąc widziałem piękne drzewa z zielonymi liśćmi. Ciepły letni wiaterek ruszał drzewami. Las był piękny. Spojrzałem do przodu i zobaczyłem piękne drzewo. Wielkie piękne migoczące na niebiesko drzewo. Takie cuda w tym lesie są. Podszedłem do niego...i nagle poczułem jak ktoś na mnie spada.
-A ty coś za jeden?!-usłyszałam z nad siebie głos młodej wilczycy.
-Kano...-powiedziałem-em mogłabyś ze mnie zejść?
-Może...Kano...-parsknęła i wstała-Dzięki Kanapko miałam bardzo miękkie lądowanie!-uśmiechnęła się i doskoczyła do drzewa.
Powoli wstałem...Hmm czy to o niej mówiła alfa?
-Em ty jesteś...Ce...eee...Cel...siostrą tej alfy?-spytałem siadając koło innego drzewa blisko Drzewa snów.
-Celleniss-powiedziała jakby chłodno, a potem się uśmiechnęła-Młodsza siostra alfy Akry Selhari! Zgadza się-podskoczyła.
-Aha...hmmm chyba ciebie muszę pilnować-powiedziałem kładąc się-więc co chcesz robić?
-Pilnować? Ojejku! Jak to pilnować? Jesteś pewien, że nie kazała ci się ze mną zaprzyjaźnić?- szczebiotała podskakując.
-Hmm...poczekaj-zacząłem myśleć. No głupi by było jakbym jej powiedział że będę ją tylko pilnować...co ona mówiła? "Zajmij jej czas..."-a nie pomyliłem się mam cię poznać i zająć czas przez kilka dni-powiedziałem z udawanym niewidocznym uśmiechem.
Zamachała ogonem, którego kolor potrafił przyprawić o ból głowy i przyskoczyła do mnie.
-Myślę, że mogłabym rozwiązać twój problem.
-Problem?-podniosłem łeb ze zdziwienia i spojrzałem na nią.
-Dorosłość jest do bani nie?-zamachała ogonem po czym łapami przednimi oparła się o pień drzewa snów.-Zanudziła cię, więc może zamieńmy się miejscami. Ty będziesz za mnie dokuczał Akrze i bawił się w dolinie, a ja zabiorę twoją moc ognia i przyniosę chlubę mojej mamie. Co ty na to?
-Em...co?-zdziwiłem się-za dużo słów...nie oddam mojej mocy-powiedziałem kładąc łeb na ziemi-wymyśl coś innego...
-To naucz mnie nią władać! O wiele nie proszę!-wskoczyła na drzewo i zniknęła w liściach.
-Chcesz się uczyć magii ognia?-spytałem. Nie lubię jej używać...czasami trzeba ale to tylko czasami-ogień to niszczycielski żywioł.
-A w wodzie zawsze możesz się utopić. Wiatr zmiecie ci schronienie, a ziemia rozstąpi i zginiesz-słychać było z nade mnie.
-Ech..pomyślę-powiedziałem-ale nic nie obiecuję...
-Świetnie. A teraz uważaj! Lecę!-nie zdążyłem uciec. Wilczyca z mnóstwem liści zleciała na mnie ponownie, przygniatając mnie do ziemi.
-Uważaj bo ci się coś kiedyś stanie-powiedziałem. Bolały mnie plecy.

piątek, 16 stycznia 2015

Niepozorny dzień opieki

Akri
 To był niepozornie zapowiadający się dzień. Słońce świeciło wysoko na niebie, a przez gałęzie drzew w lesie doliny przedzierały się promienie, ogrzewając część mojego pyska. Wciąż miałam mokre futro po porannej kąpieli w rzece, a teraz ucinałam sobie krótką drzemkę napawając się odgłosami spokojnej natury w dolinie Saturna. Cisza i opanowanie... to były najbardziej irytujące rzeczy jakie mogły spotkać mnie jako alfę. od kiedy dorosła ja stała się głową watahy, spotykały mnie same zawody i śmierć z nudów na każdym kroku. Gdybym ciągle nie wymyślała sobie zajęć zapewne już dawno przewracałabym się w jakimś dole, a władzę objąłby Ango. Tylko, że mój brat z jednego miotu, faworyt tatuśka wcale nie nadawał się na to stanowisko.
 Dźwignęłam się na łapach i usiadłam pod pniem jakiegoś wysokiego drzewa, oparłam łeb o korę i ziewnęłam przeciągle. Mój nos marszczył się lekko, a po chwili usłyszałam ciche dźwięki dobiegające z oddali. Poruszyłam prędko uszami, lokalizując dźwięk. Prędko odkryłam, że nie był to ani Ango, bo w końcu leciałby do mnie nie biegł, co on się będzie męczył, ani nie był to też Baskan, młodszy braciszek a zarazem samiec beta. Poza nimi dwoma, w watasze została Kirian, leciwa ciotka oraz dwie samice, w tym moja siostra i samiec. Wątpiłam szczerze żeby był to ktoś inny, niż właśnie mała, rozbrykana Celleniss, zwana po prostu Celle.
 Nasłuchując tak wiedziałam już, że biegnie przed siebie, nie zważając na to jaki to ma cel, nie patrzy pod łapy i.... nagły, głośny chlupot upewnił mnie że wpadła do rzeki. Otrzepała się, ale nie wychodziła. Wtedy leniwie wstałam z ziemi i ruszyłam w kierunku hałasu, wciąż lekko zmęczona leniwym dniem.
 Tak jak myślałam. Moja młodsza siostrzyczka, czarna wilczyca z niebieskimi, świecącymi włosami i ogonem, siedziała zupełnie przemoczona w płytkiej części strumienia Armeny i zanurzywszy pysk, piła łapczywie czystą na pozór wodę. Uniosłam lekko jedną brew i przystanęłam nieopodal, w bezpiecznej odległości.
-Co ty wyprawiasz?- zapytałam, mając na myśli szalone ganianie za nie wiadomo czym, które kończy się kąpielą w rzeczce. Celle podniosła łeb do góry i ochlapując wszystko dookoła uśmiechnęła się do mnie.
-Ale jazda, musisz spróbować tak ze mną!- zawołała zadowolona z siebie i położyła się, aby zmoczyć futro zupełnie. Czasem naprawdę nie rozumiałam jej zachowania.
-Nie... ja ci muszę znaleźć godne ciebie towarzystwo.- jęknęłam nieco zażenowana. Na całe szczęście to nie ją mianowano betą czy co gorsza alfą i miałam nadzieję, że nigdy nie będę musiała jej mianować.
-A-ach!- krzyknęła nagle zrywając się do góry. Niemalże pisnęłam przestraszona, gdy chmura wody leciała w moim kierunku i... zupełnie mnie zamoczyła. Warknęłam cicho... ale ponieważ tak czy siak to moja siostra, powstrzymałam się.
-Co ci znowu odbija?- zapytałam w gniewie. Mała wilczyca natomiast otrzepała się radośnie i podbiegła do mnie.
-Śniłam pod tym niebieskaśnym drzewem i...!- zaczęła podekscytowana, przekręcając wyraz "niebieskim". Westchnęłam ciężko.- I wyśniłam, że dzisiaj zdarzy się coś odlotowego! Ale spojrzałam w niebo i teraz już tego nie pamiętam...- jęknęła po czym zerknęła na glebę pod sobą i... upadła na nią, wtulając się w mokrą trawę.
-Oj Celle... czasem zajęłabyś się praktykowaniem magii, a nie... czy tobie ciągle w głowie będą tylko zabawy? Dorośnij.- powiedziałam chłodno po czym odsunęłam się. Wodę z całej trawy, swojego futra i jej futra zużyłam do wykonania mojego demonstracyjnego zaklęcia. Jako jedyna wilczyca w watasze praktykowałam magię wody, byłam najgodniejszą następczynią alfy Armeny i nie zamierzałam przestać uczyć się tego, co potrafiła ona. Krople wody zaczęły fruwać naokoło mnie tworząc parę ślicznych, migoczących w słońcu skrzydeł. Były wielkie i... zdolne unieść mnie w powietrze. Sam jednak ich widok przyprawił Celle w zachwyt.- Jestem pewna, droga siostro, że odziedziczyłaś po matce choć trochę tej mocy. Gdybyś chciała dałabyś radę odkryć swoją magię... ciągła zabawa cię do tego nie doprowadzi.- powiedziałam znów chłodno. Moje skrzydła oderwały się ode mnie i z chlupotem znów trafiły do strumienia. Posłużyły mi tylko do tego, abym mogła skupić na sobie uwagę figlarnej wilczycy.
 Szczerze powiedziawszy nie miałam już ochoty mieszać się w zabawę ze snami mojej siostry. Do głowy wpadł mi zupełnie inny pomysł, który musiałam prędko zrealizować, aby poczuć się spełniona. Przemierzyłam cały las doliny. Przeszłam wzdłuż strumienia Armeny i obeszłam drzewo snów dookoła, ale nigdzie nie mogłam znaleźć żywej duszy. Czyżby wszyscy poleźli do Kirian?
 Dawno temu, gdy moja matka była alfą tej watahy jej główną siedzibą była niebieska grota za tunelem w strumieniu. Grota w której działy się dziwne rzeczy. Było to jedno z magicznych miejsc o których nie wiele wiemy i każdy je kochał, wiele oddałby by móc tam wrócić. Czasem pełniło rolę schronienia przed smokami, które swojego czasu nawiedzały dolinę... ale teraz ślad po nich zaginął. Ja natomiast w grocie tej czułam się jak w klatce i z niechęcią podchodziłam do przebywania w niej... Ale skoro mus.. to mus...
 Przy najgłębszej części strumienia zanurzyłam się po szyję, nabrałam powietrza i zanurkowałam, po ciemku szukając błękitnego przebłysku tunelu. Kiedyś moc mojej matki była w stanie utworzyć tunel przez który zwykłe wilki z łatwością przedostawały się do groty. Po jej zniknięciu zaklęcie przestało działać, a ja nie jestem w stanie go odtworzyć, bo niby jak? Armena miała trzy ogony, a w każdym z nich z osobna więcej magii niż w moim jednym...
 Wynurzyłam się po drugiej stronie tunelu, łapczywie nabierając najświeższego powietrza w dolinie. Zgromadzone tam wilki od razu mnie spostrzegły, a piękno groty uderzyło we mnie, niczym blask tarczy słońca. Otrzepałam się. Kirian, ośmioletnia wilczyca znająca całą, pełną historię doliny siedziała na środku otoczona przez Baskana, Silverhart i Kano. Skupiona, nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w coś przed sobą, opowiadając zebranym jakąś historię. Nie chciałam przeszkadzać... ale potrzebowałam jednego z wilków  aby zrealizować mój plan. Cicho zbliżyłam się i usiadłam pomiędzy moim bratem, a czarnym wilkiem, siedzącym nieco na uboczu jakby.
-Gdzie jest Ango?- szepnęłam do Baskana. Wilk spojrzał na mnie kątem oka, lekko uśmiechnął się.
-Zdaje się, że wyleciał coś upolować dla Kirian. A co? Szukasz go?- uśmiechnął się znów, tym razem bardziej żartobliwie. Zaprzeczyłam ruchem głowy, nie chcąc więcej się tego dnia denerwować.
-Tak pytam... tylko jego położenia nie znałam.- powiedziałam, przypominając sobie pochłoniętą zabawą Celleniss. Nie chciałam już więcej rozpraszać Baskana. Był tak pochłonięty opowieścią, jakby sam w niej uczestniczył. Przelotnie dowiedziałam się o którą chodzi. Dzień w którym przyleciał do Armeny pierwszy smok... tak... znałam tę historię na pamięć, ojciec uwielbiał nam ją opowiadać.
 Potem zerknęłam na Kano. Wydawał się być idealny do zadania, jakie miałam. Przysunęłam się do niego.
-Jak bardzo ważne jest dla ciebie słuchanie tej historyjki?- zapytałam szeptem, ażeby nie przeszkadzać Kirian. Ale ta nawet nie zwróciła na mnie uwagi, gdy z głośnym, łakomym wciągnięciem powietrza wynurzyłam się z wody.
-No wcale nie jest ważne...-przyznał cicho, jakby nie chcąc urazić wróżbitki. Ja tam jednak dobrze wiedziałam, że nawet jakby krzyknął, ona umysłem będąca kilka lat temu, nie usłyszałaby go.
-Skoro tak... dlaczego tutaj siedzisz zamiast wyjść na słońce?- zapytałam chłodno, nie mogąc zrozumieć jak ktoś może woleć siedzenie w tej niebieskiej klatce niż drzemkę pod drzewem przy strumieniu.
-Mi i tak obojętnie gdzie siedzę.- powiedział kładąc głowę na swoje łapy. Warknęłam cicho czując się zirytowana. Podniosłam się i w ciszy wycofałam do tyłu.
-Wstawaj i masz natychmiast iść za mną.- warknęłam władczo po czym nie czekając, wskoczyłam do wody. Nabrałam powietrza, zanurkowałam i przez podwodny tunel wydostałam się po drugiej stronie, a gdy tylko wyściubiłam pysk z wody, poczułam ciepło słoneczne. Ach... tego właśnie brakowało w podwodnej norze.
 Kano wynurzył się obok mnie, złapał powietrze po czym szybko, zupełnie jak momentami Celle, wyskoczył z wody na suchy brzeg. Otrzepał się, a drobinki wody pouciekały na trawę, a te szczęśliwsze z powrotem do strumienia. Ja powoli wypłynęłam na brzeg. Woda zaczęła ze mnie powoli ociekać, a ja nie pomagałam jej w tym. Znów wyrwało mi się ziewnięcie.
-Jako alfa twojej watahy mam dla ciebie zadanie, które musisz wykonać.- powiedziałam w końcu wyraźnie górując nad zwykłym basiorem. Nie znałam go za dobrze, ale mimo wszystko do tych którzy wciąż byli w Saturn wolf, czułam coś na pozór sentymentu, dlatego go jeszcze nie pogryzłam.
-Tak?- zapytał niemrawo, kładąc się pod drzewem. Irytacja moja miała się nieco ulotnić na powietrzu, pod słońcem, ale wcale nie czułam się lepiej. Wolałam teraz jedynie pozbyć się wilka sprzed oczu.
-Masz iść do lasu i znaleźć drzewo snów. Raczej łatwo pójdzie. Takie duże, migoczące... czasem woła wilki po imieniu... Takie... "niebieskaśne".- wyjaśniłam siadając nieopodal, na ogrzanej letnim słońcem trawie. Spojrzałam na Kano.
-A po co?- zapytał znów, lekko jakby zaciekawiony.
-Czy rozkaz alfy nie powinien być dla ciebie ostateczny?- warknęłam na niego. Powinien się teraz kulić ze wstydu, stał przede mną... leżał! Jak mógł tak po prostu olewać wysokość alfy?- Masz tam znaleźć moją dziecinną siostrę i zająć jej czas przez najbliższe parę dni. Jest wnerwiająca... strasznie głośna i głupia, ale to moja siostra, więc chcę dla niej jak najlepiej.- powiedziałam w końcu, aż mój głos się uspokoił i mogłam znów usiąść na trawie, zamiatając ją ogonem.
 Bez słowa podniósł się spod drzewa i skierował w stronę lasu. Wodziłam za nim wzrokiem. W pewnym momencie zatrzymał się i odwrócił jeszcze na chwilę, by zadać pytanie.
-Dobrze... A ile dni?- wydobyło się z jego pyska. Ja też podniosłam się z ziemi. Uśmiechnęłam się, przypominając siostrę.
-Aż jej się nie znudzisz... Cóż... Powodzenia.- powiedziałam, po czym sama ruszyłam w swoją tajemniczą stronę, by znów oddać się... drzemce.

Po latach

Witam! Oto wataha Saturn Wolf założona wieki temu. Nie żyła do dzisiejszego dnia, gdyż trochę ją zaniedbałam znudzona. Jednak teraz wiem co poszło nie tak, mimo że tego tutaj nie ujawnię mogę obiecać, że postaram się uniknąć tego błędu.
Tymczasem zapraszam do na nowo otwartej watahy, która niech pachnie świeżością. Puki co, namawiam do dołączenia tutaj i zapoznania się ze wszystkim. Fajnie byłoby, gdyby jakaś większa grupka osób mogła bawić się w to razem ze mną, szczególnie że nie zmuszam do niczego, tylko chcę ofiarować wam i sobie rozrywkę.
Fabuła jaką stworzyłam dawno temu... cóż wciąż mam do niej sentyment. Pociągnęłam jednak wydarzenia do przodu i moja dawna alfa Armena oraz jej partner Saori zniknęli bez śladu, a cześć ich potomstwa, czwórka młodych wilków wraz ze swoją ciotką Kirian, starając się uratować upadłą watahę. Mam jednak ciekawy, moim zdaniem, pomysł, że w opowieściach tajemniczej, ośmioletniej wilczycy, siostry dawnej alfy przedstawię wydarzenia z dawnych lat, o których dotąd nie było mowy.
Dodatkowo! Chciałabym zawiadomić, że nic nie obiecuję, ale postaram się w jakiś sposób, jaki jeszcze pomyślę, urozmaicić zabawę. Mam też nadzieję, że ktoś zechce mi pomóc tworzyć wraz ze mną historię tych czarno-niebieskich wilków i ich przyjaciół.
Więc jeśli chcesz się pobawić zajrzyj do zakładek, namyśl się jeśli tego potrzebujesz i dołącz! Czekam na ciebie.

Alfa Akra Selhari

sobota, 20 lipca 2013

Od Lenity

Gdy tylko ujrzałam tą bestię to aż zrobiło mi się słabo. Jednak po krótkiej chwili otrząsnęłam się i nie wiedziałam co robić. Cała wataha zwróciła się w stronę Armeny.
-Powiedz, co mamy robić!?-Zapytałam za wszystkich. W tym samym czasie błękitny smok podpalał suche trawy, zamykając nas w ognistym okręgu. Ja szybko zgasiłam ogień, przez co nasłałam na siebie gniew potwora. Ten odwrócił się i zaczął lecieć w moją stronę, ja zaczęłam uciekać. Goniący postanowił, że z radością przerobi mnie na kupkę popiołu... jednak ja kierując się instynktem omijałam ogień. Gdy już myślałam, że mi się udało. To był koniec, błękitny smok schwytał mnie w szpony. Ja przez szok straciłam przytomność, mogłabym oddać łapę, że wyglądało to tak jakby mnie zabił. Prawdopodobnie w tej chwili oddalamy się od watahy.

środa, 6 lutego 2013

Krótka rozmowa

Armena
 Pewnego ranka obudziłam sie w jaskini. Miałam sen... tak. To chyba wataha Gold Sun, tak śniła mi się. Od bardzo dawna nie otrzymywałam żadnych informacji z watahy. Ani od Kirian, ani od Lenity, ani od Rocki, Kamerii czy kogokolwiek. Zaczęłam się poważnie zastanawiać co się stało ze wszystkimi. Koniec końców zdecydowałam udać się do podwodnej jaskini. Znalazłam tam Lenite. Była jakby lekko przygnębiona. Podeszłam do niej i zapytałam:
- Coś się stało?- dopiero teraz mnie zauważyła i gwałtownie do mnie odkręciła.
- Nic... tylko jeśli zdarzy się taki czas w którym...- ucięła i oparła głowę o drzewo. Kilka połyskujących liści opadło na ziemię.
- W którym?- zachęciłam ją do mówienia lekkim uśmiechem. Zawahała się, ale kontynuowała.
- W którym wataha Saturn Wolf rozpadnie się? Jeśli nie podołamy tej wojnie z Gold Sun.- po policzku popłynęła jej łza.- Wiesz... to wojna za twoje dawne winy. Tak?- spojrzała na mnie wyczekująco. Nie miałam pojęcia co jej od powiedzieć. Że tak. Owszem narażam na śmierć moją rodzinę, za to że kiedyś raczyłam sprzeciwić się alfie tamtej watahy? Usiadłam zatapiając dwa ogony w chłodnawej wodzie. trzeci z nich zatoczył się w powietrzu i otarł mi czoło.
- Nie do końca.- oznajmiłam i wyprostowałam.- Chcę żebyście mi pomogli. Bo oto..- w tym momencie do jaskini wpadła Kirian.
- O! Armena! Cieszę się że cię widzę!- zawołała i podbiegła bliżej.
- Coś się stało?- zapytałam lekko zdenerwowana tym że przerwała mi wypowiedź.
- Mistrz! Powiedział że widzi jakiegoś obcego smoka!- podniosłam się niezwłocznie na te słowa. Lenita zrobiła to samo. Na zewnątrz stali już wszyscy.
- Alfo! To mój wróg z Marsa!- usłyszałam na powitanie. Wielki, niebieskawy smok zataczał koła nad naszą doliną.
CDN

piątek, 7 grudnia 2012

Od Lenity.

Pewnego dnia, zaczęłam się martwić o Armene.
Opowiadałam innym członkom watahy o braku alfy na lekcjach.
Rano postanowiłam iść jej poszukać, przeszukałam każde miejsce w watasze.
-To oznacza, że trzeba będzie ruszyć dalej.Dziś każdy zbiera jedzenie i wodę, wyruszymy jutro rano, tylko ani słowa Kirian.-powiedziałam dumna z siebie.
-Dobrze, a jak będzie coś podejrzewać?-zapytała Nikita.
-To powiemy, że robimy zapasy, bo już w lesie nie będzie jedzenia, wymyśli sie coś.-uśmiechnęłam się i poszłam w las.
Upolowałam kilka zajęcy i trochę leśnych owoców, chciałam wracać lecz coś mi mówiło by iść dalej. Kilka metrów dalej ujrzałam wilka, był bardzo chudy.
-Przepraszam, może podzielić sie z panią jedzeniem?
-Dobre dziecko, jeśli możesz , jestem Rucjanna a ty?
-Ja Lenita.-podałam jej 2 dorodne zające.
-Jestem coraz starsza, ciężko mi polować, dobrze, że są jeszcze takie dobre wilki jak ty Lenito.
-Dziękuje za dobre słowa, do zobaczenia.-odeszłam, byłam szczęśliwa.
-Dobrze jest zrobić coś dobrego.-Wróciłam do watahy, po drodze znalazłam na szczęście kilka dużych worków z lnu.
-Jestem, mam trochę mało jedzenia.
-Co się stało zły dzień?-zamartwiła się Twilight.
-Nie, podzieliłam sie z głodna staruszką, nazywa się Rucjanna.
-Aha, to dobrze, że zrobiłaś dobry uczynek.-powiedziała nowa wilczyca w watasze Faila. Ja uśmiechnęłam się.
Zaczęliśmy pakować wszystko do worków gdy weszła Kirian.
-Co wy tu robicie?-zapytała.
-A może tak się przywitać?-rzekła Rocki.
-dzień dobry, kochani, co wy tu robicie?-powiedziała Kirian trochę aroganckim tonem.
-Dzień Dobry, a my tu spiżarnie robimy, zima, będzie coraz mniej jedzenia.- Nikita próbowała zmienić temat.
Kirian niepocieszona wyszła z jaskini i poszła niewiadomo gdzie.
-Poczekajmy aż się trochę uspokoi, wyruszymy za 3 dni, przygotowania czas zacząć.-powiedziałam, patrząc czy Kirian nie wraca.
Resztę dnia każdy spędził na swoich sprawach. Ja zadałam sobie ważne pytanie. Czy te poszukiwania to dobry pomysł?

sobota, 17 listopada 2012

Ten ktoś...

Armena
 W mojej watasze pojawił się ten nowy... Demon. Imię ma całkiem jak on sam... Czarny jak noc, z czerwonymi jak krew pręgami... Prawdziwy samiec! Taki... nie zwykły i nie za przeproszeniem lekko ciapowaty jak Soari... Ale nie ma co się oszukiwać... Kocham Soariego, a w Demonie jestem zauroczona. Życie z nimi obydwoma może być... trudne i to bardzo. Kirian też się w kimś zakochała.. widać to po niej, ale nie chce mi powiedzieć. Może i dobrze? Jak na razie byłam tak blisko związku z Soarim... może się uda...?

 Pewnego dnia jak zazwyczaj udałam się na lekcję. Mistrz kształcił się coraz bardziej. Widać że naprawdę zależy mu na swojej pozycji. Inne wilki też się uczyły.Słońce schowało się właśnie za najwyższym punktem w górach, przez co zrobiło się ciemno. Kameria pokazała co potrafi i rozświetliła polanę niewielką kulą ognia. Ewellu był z niej bardzo dumny. Zarządził przerwę w trakcie której wszystkie wilki wskoczyły do rozgrzanej przez Lenitę wody. Tylko Demon siedział oddalony. Chciałam do niego podejść, ale on w trakcie podjęcia mojej decyzji, pobiegł do całej reszty. Byłam smutna. Kto mógł mnie pocieszyć? Nie mam mamy... taty... partnera... Więc wyszłam z doliny. Szwędałam się kilka dobrych minut, aż w końcu gdy byłam już naprawdę daleko zawołałam:
- Night! Night! Boginko! Jeśli mnie słyszysz... przyleć tu! Proszę cię!- nie otrzymywałam jednak odpowiedzi, a i nikt się nie zjawiał. Pomyślałam wtedy że może widzieć ją mogą tylko umarli... Jednak nie traciłam nadziei. Po kilku godzinach udałam się na różaną polanę. Dojście tam kosztowało mnie dużo łez, ponieważ kolce kuły, nie dało się tego odczuć jako duch. Na polanie była Night.
- Wiedziałam że cię tutaj zastanę!- zbliżyłam się do niej.- zaprowadź mnie na Wilkimp.
CDN.

piątek, 9 listopada 2012

Dołączenie Demona

Wiele dni błąkałem się po śnieżnej krainie niedaleko mojego pierwszego miejsca zamieszkania.Niestety moja wataha przegrała w Wielkiej Wojnie,która od tej pory stała się świętem dla tych którzy przeżyli.Ja błąkałem się w poszukiwaniu nowego domu,nowej watahy ale w krainie śniegu łatwo zabłądzić.Błąkałem się kilka miesięcy,wreszcie nie mając już sił zasnąłem w małej jaskini.Obudziło mnie wycie wilka ale nie miałem siły wstać.nagle poczułem,że wilk zbliża się do mojej kryjówki.Jak się okazało wilczyca widziała mnie i chciała mi pomóc.Powiedziała,że nazywa się Armena i zaprasza mnie do swojej watahy.Zgodziłem się.Podczas drogi wypytywała mnie o moc.Powiedziałem,że moja moc to czarna magia,a żywiołem jest ogień.
Zdziwiła się słysząc o czarnej magii.Opowiedziałem jej,że polega na szybkim uśmiercaniu przeciwnika,zatrzymania innych wilków,a także cofnięcia czasu.Doprowadziła mnie do ślicznej dolinki i powiedziała że to jej teren i zapozna mnie z resztą stada.Podziękowałem jej.Spodobała mi się,ale raczej nie zgodzi się,żebym był jej partnerem.

Czy to... miłość?

Kiria
 Przez kilka dni stałam się prawie alfą i gwałtownie spadłam z tego stanowiska. Moje życie jakby przemieszało się i rozczepiło po czym powróciło do poprzedniej wersji. W watasze było mało samców. Ja tak chciałam znaleźć sobie kogoś... kto... kochał by mnie i pomagał mi w trudnych chwilach... Wyszłam więc z lasu. Ciągłe lekcje i życie pod okiem młodszej siostry strasznie mnie denerwowały. Byłam tak daleko, że zaczęłam zastanawiać się jak wrócę. Nagle jednak jakiś wilk szepnął mi coś na ucho. Nie było to zrozumiałe. Nie mogłam zgadnąć co oznaczało, ani kto je wy powiedział. Jakiś szmer w gałęziach drzew... jakieś warknięcia  za moimi plecami i gwałtowne ruchy skrzydeł... sapanie... odkręciłam się nagle. To co ujrzałam , to tylko czarny , uciekający do góry ogon.. Cofnęłam się.
- Stój! Pokaż się! Taki z ciebie tchórz!? - krzyknęłam bezmyślnie,  ale złowieszczo i dobrze. Ogon znów mi się pokazał. Zamachał mi przed nosem.
- Mów do ogona. Słuchać umie...- usłyszałam śmiech.
- Ha ha... Ale nic nie rozumie. Chce cię zobaczyć!- zażądałam. Ogon powoli wydłużył się i ujrzałam skrzydlatą sylwetkę wilka. Był czarny, delikatne białe plamki znajdowały się w pobliżu jego skrzydeł. Oczy miał ukryte w liściach.
- Spełniłem żądanie. Teraz ty. Powiedz mi... jak ci na imię?- zawahałam się. Skądś go jednak kojarzyłam...
- Eee... No jestem...- zdecydowałam zaryzykować. - Jestem Kirian.  - entuzjastycznie zamachałam ogonem. Wychylił głowę zza gałęzi. Był mega przystojny! Umięśniony... Ach...! Zbliżył się. Nie zobaczyłam gwiazd. Zawahałam się.
- Nie bój się...- szepnął mi do ucha okrążając mnie. Poczułam jego miękkie pióra. Przeszedł mnie dreszcz.
- Nie boję się.- zaprzeczyłam. Uśmiechnął się szarmancko.
- Nazywam się Soari. Należę do watahy Gold Sun.- przedstawił się równie uwodzicielskim tonem. Zarumieniłam się ale nagle oprzytomniałam.
- Jesteś znajomym mojej siostry Armeny! Jesteś naszym wrogiem!- wykrzyknęłam.
- Jestem przyjacielem... Uwierz mi.- nie mogłam spojrzeć mu w oczy.
- Nie mogę. W stosunku do niej zachowałeś się tak samo. Zakochała się w tobie...- wyszeptałam. Miałam już na nowo wybuchnąć gdy Soari, pocałował mnie namiętnie. Po uszy się zakochałam. Tylko Armena...

piątek, 2 listopada 2012

Afrodyta i niebieska fala

Afrodyta i Niebieska Fala
 

Pewnego dnia poszłam nad wodospad.Tam zobaczyłam pewnego wilka.
Był to wilk z nieba.Powiedział mi,że rodzice moi nie żyją.
Byłam smutna.Zginęli w lesie.Usłyszałam.Kazali tobie przekazać wiadomość.Chcą cię przeprosić,że cię zostawili i mają dla ciebie
prezent.Była to niebieska fala nadzieji.Gdy ją dotknęłam gdzieś mi wyleciała i przykleiła mi się do oka.I została tam do dzisiaj.Wilk mi powiedział,że należę do pokolenia wilków,które mają ''życie wieczne''.
Czyli nie są za często chore,lecz za to mają malo szczęścia.Wtedy dowiedziałam sie jeszcze kiedy mam urodziny.Dokładnie w noc świętojańską w czerwcu.Gdy się urodziaś twoi rodzice byli młodzi.Powiedział mi Saver-wilk z nieba.Jestem twym krewnym.Mam 94 lata.Jestem twym stryjem.Muszę tobie towarzyszyć chociaż jestem duchem.
C.D.N

wtorek, 30 października 2012

Co pod wodą czycha...

z życia Twilight

Zaczęłam poznawać watahę. Bardzo wszystkich polubiłam. Po kilku dniach przyszła Armena. Dowiedziałam się że jest alfą. Bardzo ją polubiłam.

Poszłyśmy nad jezioro większe. Tylko ja i Armena. Weszłam do wody. Coś mnie wciągało na dno. Co się stało później nie pamiętam...
Obudziłam się na brzegu. Koło mnie siedziała Armena.
- Wszystko ok? Leżysz tu już godzinę. - powiedziała wilczyca.
- Chyba tak - odpowiedziałam.
Byłam cała mokra. Po chwili wstałam. Poszłyśmy do jaskini. Błyskawicznie zasnęłam. W śnie zobaczyłam co się wydarzyło:

Gdy weszłam do wody coś mnie chwyciło za łapę. To był wilk. Zaciągnął mnie na dno, zranił i puścił.

Obudziłam się. Było już późno. Pewnie koło południa. Koło mnie siedziała wilczyca. To była Kirian. Patrzyła na mnie zamyślona...
- Dziwne...
- Co jest takie dziwne? - zapytałam zaciekawiona.
- Nad wszystkimi widzę fioletowe gwiazdy, a nad tobą są błękitne, mniej więcej w kolorze twoich oczu.
Później już nic nie mówiłam. Zauważyłam że mam ranę na łapie. Kirian mi ją opatrzyła...

CDN

poniedziałek, 29 października 2012

Na " wilkimpie"

Armena
 Stałam wpatrzona w oddaloną o kilka metrów matkę z córką. Nie byłabym do niedawna pewna... ale pasowało to do Stampede. Dowiedziałam się tego czego chciałam... Tak. Moja matka w obronie własnej pod wpływem poważnej choroby zabiła Szite, nad którą zlitowała się sama Piasse. Ustanowiła prawie świętą potomkinię niegdyś wspaniałomyślnej alfy watahy Gold Sun, na władczynię wilków powietrza, na ich opiekunkę. Olśniło mnie że może mnie połączyć z boginką dusz. Mogła mi pomóc skontaktować się z matką. Podeszłam do nich nieśmiało.
- Stampede... Szito... Przepraszam za moją matkę... Była... To nie moja wina. Nie chcę być wrogiem.- odważyłam się podjąć pierwszy krok. Spojrzały na mnie.
- Armeno. Umarłaś z woli Liaris, za pośrednictwem Piasse. Właśnie po to by przestać być oślepiona.- mówiła boginka wiatru prześwietlającym głosem. Zadrżałam.- Byłaś ślepa. Zycie nie jest wspaniałe i doskonałe. Zapamiętaj. Zginęłaś po tym jak Stampede cię zraniła. Hiress podjęła taką decyzje. Ożyjesz jeśli zdobędziesz więź z kimś z watahy mojej matki...- po słowach tych podniosła się i patrzy wszy smutnymi oczami na alfę odleciała do słupu światła. Porwało mnie za nią. Zobaczyłam Kirian. Leżała obok mojego ciała, a obok stała Piasse. Myślałam juz że mi ją zabierze. Ona tylko ją obudziła. Obie zaprowadziły mnie przed oblicze NAJWYŻSZEJ Boginki Liaris. Mojej opiekunki! Kilku ogonowej wilczycy.
- Armena...- uśmiechnęła się na mój widok. Dookoła zgromadzili się opiekunowie. Podeszła do nas Mylysty, boginka miłości. Odchrząknęła.
- A tak! Kochanie...- powiedziała boginka Księżyca.- Miłośc wisi w powietrzu. Pokój musi kiedyś zapanować na świecie. Wiem że to trudne, ale... ty musisz mu pomóc.
- Nie!- za protestowałam. Obie boginki gwałtownie odkręciły się w moją stronę.- Przepraszam. Tak nie może być. Zabraniacie mi żyć ze względu na... Na co właściwie?- Spojrzały po sobie. Schowałam zapłakaną, przeźroczysta twarz za ogonami.
- Po to byś naprawiła świat! To ogromny zaszczyt!- krzyknęła Night wychylając się z tłumu. Liaris spojrzała gdzieś w dal. Zerknęłam na nią.
- Spokój wszyscy.- powiedziała.- Ona ma rację. Zabrałyśmy jej prywatne życie...- jęknęłam. Nie o to mi chodziło. Niestety nie zdążyłam już nic powiedzieć... Powoli zaczęłam znikać. Budziłam się.
 Nie spodziewanie poczułam uszczypnięcie. Jakaś mała ryba pomyliła moje całe w mule i piachu ucho. Podniosłam się. O dziwo nic mnie już nie bolało. To zasługa boginek. Wypłynęłam na powierzchnię. Cieszyłam się blaskiem lazuru wody. Czarowałam unosząc najwspanialsze krople. Łączyłam doskonałe z doskonałym tworząc jeszcze doskonalsze! Było wspaniale do czasu gdy przypomniałam sobie o watasze Saturn Wolf. Co z Kirian, Lenitą, Kamerią, Rocki... Może ktoś doszedł... Czy Ewellu ich uczy? Nareszcie mogłam do nich wrócić!!
HURA!

piątek, 26 października 2012

Słup światła i niespodzianka

Armena
 Bezszelestnie przelatywałam przez ostre kolce różanego lasu. Udałam się tam za alfą watahy Saturn Wolf. Chciałam znaleźć stosowniejszy moment na rozmowę. Night nie odstępowała mnie na krok. Wprawdzie zrobiła sie niewidzialna i chyba nie spodziewała się tego że się domyśliłam. Stampede zatrzymała się na niewielkiej otoczonej cierniami polance. Położyła się i zaczęła rozmyślać. Podleciałam bliżej, od tyłu słabo ją widziałam. Nagle jednak zabłysło coś w oddali. Gwałtownie odkręciłam się. Było to coś niewyobrażalnego. Nagłe światło rozbłysło i oślepiło mnie, a zarazem i samą Night. Słup światła wychodził z błękitnego nieba.  Wydawało się jakby... magia zstępywała na ziemię. W rzeczywistości było to coś innego... Fanta styczne nieprawdo podobne i takie niecodzienne. Prawie pochłonęło mnie w całości. Night pobiegła w tamtym kierunku. Przypomniałam sobie o Stampede. Wciąż siedziała na swoim miejscu. Nie ruszał ją blask. Podleciałam bliżej i bez strachu powiedziałam:
- Dlaczego tutaj leżysz. Normalny wilk wgapiał by się w to zjawisko, a ty...- zaczęłam. Wilczyca nawet na mnie nie zerknęła. Najwyraźniej nie poznała po głosie.
- Widzę to coraz częściej. Po wciągnięciu kilku wilków słup światła znika... choć myślisz że bezpowrotnie, to jednak wraca... Zawsze czekasz aż zabije ciebie.- westchnęła z wyraźną niechęcią. Przypomniałam sobie o tym jak to jest Żyć... Otrząsnęłam się gwałtownie.
- Naprawdę? Stampede...- szepnęłam.- boginki powiedziały że musimy porozmawiać...- nie spodziewanie rzuciła się na mnie. Przewróciłam oczami. Przeleciała przeze mnie i wleciała w ciernie. Rozległ sie cichy skowyt.
- Armena!- warknęła.- Przecież nie żyjesz! Będziesz mnie nachodzić pośmiertnie?
- Nie. Night, powiedziała że Die jej matka przekazała jej wiadomość od wyższych opiekunów, że powinnam porozmawiać z tobą o bogince wiatru...
- Nic mnie to nie obchodzi!- wierzgała się rozwalając kępy dzikich róż, raniąc korę drzew.
- Proszę! Ja wiem ze od samego początku nie lubiłyśmy sie za bardzo... ale... To się powinno zmienić! Nie chcę być wrogiem! Błagam! Nie doprowadź do wojny!
- Ha! Za późno!- wykrzyknęła mi w twarz.- Hira zaatakuje waszą dolinę z najsilniejszymi! Zginie cała wataha Saturn Wolf! Byłaś żałosna!
- Co?- wyszeptałam. Wojna? Nie! Mamy smoka, magów a i jestem pewna że opiekunowie nam pomogą! Musimy przeżyć!
- Tak więc co masz do tej ,,boginki" wiatru?
- Myślałam ze to ty będziesz wiedzieć... ale ...- urwałam gdyż nagłym zabójczy powiew wiatru powalił nas obie na ziemię. Gdybym żyła już bym umarła. Stampede zawyła z bólu. Koło nas pojawiła się lśniąca biała wilczyca.
- Wybaczcie. Nie oczekiwałam pokłonów.- powiedziała mętnym, smutnym głosem. Podniosłam się. Chciałam pomóc alfie, ale nie mogłam przecież. Stanęła sama.
- Kim jesteś?!- warknęła swoim zwyczajem.
- Proszę o spokój. Jestem boginką wiatru. Szukam nie jakiej Stampede...- od powiedziała.
- Ja nią jestem!
- Nazywam się Szita...- wbiłam swój zdziwiony wzrok jej posturę. Ona? Córką zabójczyni?

CDN

czwartek, 25 października 2012

Od Lenity

Pewnego dnia jak zwykle zjadłam śniadanie i zaczęłam szukać kogoś z kim mogłabym ćwiczyć.Na moje nie szczęście spotkałam Kirian.Ostatnio zaczęła się rządzić, zmieniłam o niej zdanie.
-Hej, może razem poćwiczymy?-próbowała być miła.
-Hej, no dobrze, chodźmy.-odparłam, ale miałam Nadzieję, że oto nie zapyta. Gdy poszłyśmy na polanę zobaczyłam resztę watahy, czyli Rocki i Kamerię.
-Co to jakieś zebranie?-zapytałam żartem.
-Tak, miałam proroczy sen i Wataha Gold Sun wy powiedziała nam wojnę, musimy ćwiczyć.-powiedziała z powagą Rocki.
-Skoro mamy ćwiczyć to gdzie jest nasz mistrz?-zapytałam.
-Zobacz już leci.-powiedziała Kirian. Zobaczyłam wielki cień, który przysłonił słońce.Wszystkie wilczyce ukłoniły się.
-Witaj Mistrzu-powiedziałyśmy jednocześnie.
-Witajcie, jak wiecie Wataha Gold Sun wy powiedziała nam wojnę.Ja nie mam prawa w niej brać udziału, ale mogę was przygotować.
Smok zaczął od podstaw. Zrobił na środku duże ognisko. Powiedział, że każda ma włożyć łapy do ognia. Wszystkie to zrobiły.Dało się słyszeć krzyki jak ał, czy oj.
-Dobrze, weźcie na łapy trochę ognie, jak wody z jeziora.-Zrobiłyśmy co kazał.
-Teraz spróbujcie uformować z ognia kulę.-każda próbowała, ale tylko Rocki się to udało. Potem mistrz nas opuścił i powiedział, że mamy ćwiczyć formowanie kuli.Możemy pójść dalej dopiero wtedy, gdy wszystkie wilczyce to opanują.Ćwiczyłyśmy formowanie kuli do wieczora. Potem poszłyśmy spać.Następnego dnia zaproponowałam przyjaciółką, żebyśmy poszukały innych wilków do watahy.
-Wiadomo,że w czwórkę nie damy rady, musimy poszukać pomocy.

Bez alfy

Kirian
   Przez kilka ostatnich dni mojej siostry nie było w dolinie. Czułam się niezwykle odpowiedzialna za watahę. Wilczycom chyba się to nie podobało. Sama przed sobą przyznałam się że trochę zaczęłam się rządzić. Armena była alfą. Dlaczego nie mogła mianować mnie betą? Słonecznego dnia postanowiłam wyjść z jaskini i poszperać w liściach. W tak mroźną jesień naprawdę nie było nic innego do roboty. Przy najmniej nie w dolinie. Nagle po drodze natknęłam się na mojego nauczyciela.
- Kirian? Gdzie idziesz?- poczułam ciepły powiew powietrza na karku.
- Mistrzu ja... chciałam zrobić sobie wolne..- wyjąkałam. Nie była to najwspanialsza odpowiedź. Przez ostatnie kilka dni zdążyłam naprawdę niewiele się nauczyć. Ewellu spochmurniał.
- Znowu? Nie idzie to na twoją korzyść.- powiedział pod nosem.
- Wiem, ale... Prawie opanowałam już moją moc.- jęknęłam.
- Prawie robi tutaj wielką różnicę. Mam zamiar zacząć uczyć ognia kilka innych wilczyc. Nie mogę nagle zmieniać swoich planów przez ciebie. Kirian zachowujesz się bardzo nieodpowiedzialnie.- wzbudził we mnie poczucie winy.
- Przepraszam mistrzu.- powiedziałam cicho i poszłam za nim na polanę. Zajęcia zajęły mi dużo wolnego czasu. Zanim się obejrzałam było już ciemno. Smok tylko odezwał sie słowami na temat końca, a już pognałam w stronę wyjścia z doliny. Nie interesowało go to już. Był zmęczony. Zaczęłam martwić się o siostrę. Co mogło jej się stać. Wybiegłam na obcy teren. Wskoczyłam do jeziora. Woda była dziwnie ciepła. Zatrzymałam się.
- Ach....- rozłożyłam łapy.- jak cudownie.- Nagle jednak mój wisiorek dosłownie zwariował. Zaczął bez ostrzeżenia ciągnąć mnie w dół jeziora. Brakło mi tchu. Na dnie leżał jakiś niebieski wilk. Oczom nie wierzyłam!
- Arr..gh.. bul... me...bull... na....- wydyszałam ostatkami powietrza. Podpłynęłam do niej. Najdroższa siostrzyczka była nieprzytomna. Bałam sie że umarła. Wyciągnęłam jej ciało na brzeg.
- Niee!!!!!!!!!!!- Popłakałam się. Krzyczałam wniebogłosy.- Tak się nie mogło stać!! To nie możliwe!! Czy gdyby nie ta dzisiejsza lekcja żyła byś!? Prosze!! Nie rób nam tego!!! Die przeklęta!! Piasse!! Dajcie jej życie!- płakałam do białego rana, a nasze naszyjniki były złączone i lśniły krwistym blaskiem. Padłam obok niej z wyczerpania. Nie wiem co się wtedy zdarzyło, ale obudziłam się popołudniu. Przed oczami zobaczyłam błękitną karteczkę. Podniosłam ją i przeczytałam:
,, Kirian. Nie obawiaj się śmierci bo dobada nas wszystkich. To nie jest koniec życia Armeny. Ona jest w lesie jako duch. Nie mogła ci nic powiedzieć. Zabroniłam jej wkraczać do doliny. Ma ważne zadanie do wykonania. Pozwól jej je wypełnić.
Piasse."
Zapłakałam i wróciłam do watahy. Może boginka dusz ma rację?

środa, 24 października 2012

WAZNE!!!!

JEŚLI NALEŻYSZ DO WATAHY SATURN WOLF PRZYGOTUJ SIĘ!!!!!!!!!!!
CZEKA NAS WALKA! WATAHA GOLD SUN WY POWIEDZIAŁA NAM WOJNĘ!
BÓL... CIERPIENIE... ŚMIERĆ... NIENAWIŚĆ... ZAKAZANA MIŁOŚĆ... POMOC...

STAŃ PO NASZEJ STRONIE! NAPISZ OPOWIADANIE NA TEMAT TEGO JAK ZNALAZŁAŚ/EŚ POMOC, JAK UCZYŁAŚ/EŚ SIĘ WALCZYĆ... PO PROSTU NAPISZ OPOWIADANIE! JAKIEKOLWIEK! TYLKO PAMIĘTAJ O TEJ WALCE! CZEKA NAS WSZYSTKICH!!!!


NIE ZAWIEDŹ MNIE!
ARMENA

wtorek, 23 października 2012

Poza życiem... w miłości

Armena
Nie mogłam pogodzić się zmyślą własnej śmierci. Moje ciało leżało schowane pod wodą. Chciałam by nikt się nie dowiedział, ale mojego braku nie mogłam tak długo ukrywać... Stałam się duchem, nie widzialnym dla zwyczajnych wilków. Wyglądałam niezmiernie dziwnie. Gdy zbliżałam się do drzew czy kamieni, bez problemu mogłam przez nie przejść. Trawa nie dawała mi już przyjemnego uczucia... Wciąż było mi zimno. Czułam jak wiatr przewiewa mnie od środka. Nie mogłam zbliżyć się do naszej doliny. Nie wiem dlaczego. Gdy próbowałam odrzucało mnie gwałtownie. Postanowiłam więc śledzić morderczynię i jej syna. Był uważany za wyrzutka rasy w watasze. Wszyscy kpili z niego i obgadywali go za plecami, a przecież w przyszłości miał stać się samcem Alfa! Ironiczne zachowanie ich wszystkich przyprawiało mnie o mdłości, szczególnie te uśmiechy Hiry. Gdyby nie ona... to przecież żyłabym w spokoju. Soari często wychodził poza tereny watahy. Poleciałam za nim. Latanie... było jedynym plusem śmierci. Zatrzymał się na polanie. Chciałam się do niego zbliżyć, ale drogę za torowała mi Night. Była czarna, prawie przezroczysta i mroczna.
- Nie możesz.- szepnęła równie mrocznym głosem co ona sama. Spojrzałam na wilka w oddali.
- Dlaczego?- zapytałam. Rozczarowała mnie ta wiadomość.
- Moja matka Die, pozostawiła cię przy życiu tylko dlatego że jesteś powodem śmierci jednego z bogów.
- Przy życiu!?- nie mogłam dłużej szeptać. Soari gwałtownie się odkręcił. Boginka rozpłynęła się w powietrzu. Zostałam tylko ja. Nie mógł mnie zobaczyć. Podszedł, ale przecież byłam duchem on nie mógł!...
- Wierra tak? Czy może raczej Armena?- zapytał. Ale jak?! Przecież...
- Widzisz mnie?- zapytałam lekkim, zwiewnym głosem. Skinął głową powoli, jakby wyczuwał podstęp.
- Tak... Jak każdego wilka... Dlaczego tak cię to dziwi?- Spojrzałam na siebie. Byłam duchem cały czas. Jak to się stało że nagle nie odróżniał żywych od umarłych?
- Soari... Niczego sobie nie przypominasz? Niczego nie wiesz?- próbowałam odświeżyć mu pamięć tak by nie mówić w prost. Spojrzał głupawo. Nic nie zrozumiał!
- Ja... ja... twoja matka... zabiła mnie... Soari... ja jestem duchem...
- Nie! To nie prawda!
- Ty masz dar... Widzisz zmarłych.- uronił kilka łez. Przez niego i ja się popłakałam. Nie wytrzymał i pocałował mnie. Niestety nic nie poczułam...
- czuję tylko zwilżone powietrze...- zapłakał. Byłam już niczym...
- Soari... Powiedz swojej matce, że jej córka jest... ona żyje. Powiedz jej to. Niech pomyśli co zrobiła...- zapłakałam. Nie odezwał się. Znów mnie pocałował. Skutek był taki sam.
- Nie! NIe!- krzyczał.
- To nic nie da...
- Zabiję ją!!! O boginko Die! Zabij moją matkę!!!- był bliski rozpaczy. Spojrzałam na niego błagalnie.
- Nie rób tego... Poczuj że jest ci potrzebna... kochaj ją... wilki tak szybko odchodzą..- przypomniał mi się dzień śmierci rodziców. Zebrała się mgła... Podniósł się.
- Pomszczę twoją śmierć! Armena! Kochałem cię... gdy żyłaś.- poczułam nagły ucisk w żołądku. Kochał a ja zwątpiłam!
- Nie! Soari... Die zabierze cię wtedy ze sobą... Nie będziemy mogli być razem po śmierci...- nic nie od powiedział. Pobiegł w zakazaną mi stronę lasu. Nie mogłam go dogonić. Moim oczom ukazała się na powrót Night.
- Nic nie zrobisz Armeno. Zycie to dar. Ten kto ci go dał może go odebrać, ale może to zrobić też ktoś inny...- mówiła patrząc w tę stronę co ja.
- Skąd wiesz jak to jest....? Nigdy nie umarłaś... wątpię tez żebyś kogoś kochała. - boginka spojrzała na mnie złowrogo.
- Jestem ważna dla wilków. Nie mam na to czasu...- odwróciłam się w geście smutku. Zaczęłam powoli odchodzić. Night stała zapatrzona w niebo. Na własne oczy zobaczyłam jak przywołuje księżyc i zapada ciemność. Była to rzecz nie do opisania. Nic to jednak nie zmieniło.
- Poczekaj. Die powiedziała mi że musisz skontaktować się z Stampede. Sprawa pilna... chodzi o boginkę powietrza...- zaniemówiłam. Mam o tym rozmawiać z wrogiem?
- ja jako duch.

CDN.

Czy ona jest moją matką??

Lenita
 Przez ostatnie dni myslalam o tym czy Kameria jest moja matka, wiec postanowilam z nia pogadac.
Gdy tylko sie obudzilam, zaczelam jej szukac. Znalazlam ja spiaca pod drzewem. Faktycznie, nie bylo jej wczoraj w jaskini na noc. Podeszlam do niej i czekalam az sie obudzi.
Gdy sie obudzila zapytalam ja-
-Hej, czy mozesz opowiedziec mi o swoim dziecinstwie?
-Tak, ale ty potem opowiesz mi o sobie.
-Dobrze zaczynaj.
-Gdy bylam mala nie znalam dobrze swoich rodzicow.Zawsze gdzies sie spieszyli i byli bardzo tajemniczy.Gdy doroslam postanowilam zalozyc wlasna watahe.Udalo sie, potem poznalam wilka, urodzilam dzieci i gdy mialo byc juz tak wspaniale, przyszedl ten dzien.Tego dnia jak zwykle opiekowalam sie dziecmi, polowalam itp. Nie wiem skad i jak, ale nagle rozplonal ogien. Ja z moich chlopakiem probowalismy to ugasic. Powiedzialam samica, by przeniosly moje dzieci i swoje dzieci w bezpieczne miejsce. Gdy zdalam sobie sprawe, ze nie dam rady tego ugasic ucieklam. On tez uciekl. W tym zamieszaniu pobieglismz w rozne strony. Nigdy wiecej go nie spotkalam
-A twoje dzieci?-zapytalam z nadzieja.
-Ich tez nigdy nie spotkalam. Teraz ty opowiedz mi swoja historie.
-To byl najgorszy dzien mojego zycia. Jak zwykle jako corka alfy, uczylam sie mowic, czytac, polowac i walczyc.Nagle wszystkie wilki zaczely krzyczec i biegac. Zobaczylam dwojke wilkow, ktorzy magia probowali gasic ogien. Nagle inna wilczyca wlozyla mnie do koszyka w ktorym bylo moje rodzenstwo.I zaczela biec w koszykiem w pysku. Ja z niego wypadlam, probowalam biec, ale nie moglam nadazyc.I tak przez pol roku szukam mojego rodzenstwa i matki.
-Mamy podobne historie-powiedziala to i mnie przytulila.
-Powiedz, kiedy urodzilas te szczeniaki?
-Okolo rok temu a co?
Nie odpowiadajac, przytulilam ja mocno. Ona chyba nie wiedziala o co chodzi wiec jej powiedzialam.
-Pol roku cie szukalam i znalazlam.Ty jestes moja matka.
-Skad to wiesz, nie mozesz miec pewnosci.
-Bylas w moim snie, snil mi sie dzien pozaru, czesto mam takie sny.
Wrocilysmy do jaskini i powiedzialysmy o tym wszystkim.
Zadowolona poszlam spac.Moim kolejnym celem bedzie znalesc moje rodzenstwo i przyprowadzic do watahy Saturn Wolf.